Rekrutacja czy dominacja?

All these people I have just mentioned (…) have wonderful opportunities to irritate us all, but we may be able to get back at them by complaining. One man though whose power is almost complete, against whom there is almost no redress is the man who interviews us for a job.

John Cleese, How to Irritate People

Tak zapowiedziany został pewien skecz, który pozwolę sobie zostawić jako wprowadzenie do tego, o czym jest ten blog:

Zaakceptuj ciasteczka typu statistics, marketing by obejrzeć wideo tutaj.

By obejrzeć bez akceptowania ciasteczek skopiuj ten link do nowej karty:
https://player.vimeo.com/video/37010768?dnt=1&app_id=122963

🚗💨

Jeśli się śpieszysz to tutaj znajdziesz podsumowanie tego wpisu.

Ciężko nie przyznać racji ludziom z Monty Pythona – rekruter ma przewagę nad kandydatem. W końcu to osoba prowadząca rekrutację decyduje czy ktoś dostanie pracę, a przynajmniej czy przejdzie do dalszego etapu. Kandydat z kolei ma tylko jedno zadanie – wypaść dobrze. A dokładniej wypaść tak, by rekruter uznał, że jest dostatecznie dobry. Jednak „dostatecznie dobry” w rozumieniu kandydata i rekrutera to mogą być totalnie różne pojęcia.

Może to być dobijające dla kandydatów. Dlatego, żebyście nie dali się zwariować, podzielę się myślą, która już kilku osobom pomogła:

Wynik danej rekrutacji to tylko wynik tej danej rekrutacji.

Oznacza to, że rozmowa poszła tak, a nie inaczej:

  • tego konkretnego dnia,
  • przy tych konkretnych nastrojach kandydata i rekrutera,
  • z tymi konkretnymi pytaniami i odpowiedziami,
  • na rekrutacji na to konkretne stanowisko
  • do tego konkretnego zespołu
  • w tej konkretnej firmie
  • prowadzonej przez tę konkretną osobę.

Jeżeli którykolwiek z tych elementów się zmieni to kolejna rekrutacja może mieć inny wynik. „(Nie)dostatecznie dobry kandydat” to nie jest łatka do końca świata.

On to robi specjalnie?

Ludzie, z którymi rozmawiałem wracali z różnym nastawieniem z rekrutacji. Czasem odbierałem z ich relacji przekaz „Dałem ciała”. Czasem jednak odbierałem „Jak tak można rekrutować?!”. Oba przekazy mają uzasadnienie, które może brzmieć banalnie: po prostu i kandydat i rekruter może mieć w trakcie rekrutacji ciężko.

Techniczni rekruterzy (nie)zawodowi

Pracę programisty zacząłem w 2008 roku i w ciągu ostatnich kilku lat rekrutowałem, choć nie miałem przeszkolenia w tym kierunku. Podobnie zresztą, jak inni programiści, z którymi pracowałem. Brzmi to sensownie – przecież byliśmy zatrudnieni by tworzyć oprogramowanie, więc nikt nie sprawdzał czy wiemy jak prowadzić rekrutacje. Programista zazwyczaj chce cały dzień pisać kod, a nie rozmawiać z jakimiś losowymi ludźmi. Znam ludzi, którzy nie lubią rekrutować bo uważają to za marnowanie ich czasu na coś poza ich zainteresowaniem i kompetencjami.

Poza tym jest to bardzo odpowiedzialne zadanie. Decyduje się z jednej strony o przyszłości pojedynczej osoby, a z drugiej o przyszłości całego zespołu. Oznacza to, że decyduje się pośrednio o przyszłości całej firmy. Nie wszyscy chcą podejmować tego typu decyzje. Ciężko się więc dziwić, że jeżeli już „muszą” je podejmować, to nie tworzą do końca komfortowej atmosfery dla kandydata.

Kandydaci (nie)zawodowi

Nikt też, przynajmniej według mojej wiedzy, nie jest zawodowym kandydatem. Można się dowiadywać się jak w danej firmie wygląda rekrutacja, jakie pytania często padają na podobne stanowisko, etc. Wciąż jednak mogą się pojawić rzeczy, które okażą się zaskoczeniem. A nawet jeżeli już ktoś ma potężną wiedzę, to sama rozmowa z kimś bardziej doświadczonym może być stresująca. Zwłaszcza jeżeli bardzo zależy kandydatowi na zmianie pracy.

Humory

Dorzućmy do tego jeszcze jedną z chyba najbardziej nieprzewidywalnych rzeczy – ludzkie humory. Ludzie czasem przychodzą do pracy w gorszym nastroju i bez względu na źródło może on łatwo wpłynąć na ich działania. Ktoś, kto idzie na rozmowę o pracę też może mieć gorszy dzień. Wyobraź sobie więc, że ta dwójka ludzi spotyka się akurat tego dnia przy rekrutacyjnym stole. Wynik tego spotkania nie jest przesądzony, ale dość prawdopodobne jest, że ani zapotrzebowanie firmy na nowego pracownika ani zapotrzebowanie kandydata na nową pracę nie zostaną tego dnia spełnione.

I po cóż tyle gadać

Przez ostatnie kilka lat poznawałem rekrutację z kilku perspektyw. Byłem kandydatem, rekruterem i pomagałem innym przygotować się do rozmów. Sumując swoje doświadczenia zacząłem odnosić wrażenie, że przeświadczenie, że wiedza daje komuś pracę jest mitem. Przy rekrutacji jest wiele zmiennych, które mogą mieć nieraz większy wpływ na wynik niż sama wiedza.

Myśl o tym, że od czyjegoś humoru zależy wynik rekrutacji może być demotywująca. Mi jednak ta świadomość daje gigantycznego pozytywnego kopa do działania. Wiem jak można wypracować sobie drogę do sukcesów rekrutacyjnych i chcę się tym z Tobą podzielić. Bo wiem, że możesz wypracować sobie komfort na rekrutacjach.

Rekrutacja czy relacja?

Dla mnie rekrutacja to możliwość zbudowania relacji z innym człowiekiem. Uważam, że im szybciej kandydaci zaczną ją tak postrzegać, tym szybciej będą się cieszyć zmianami w swoim życiu. Dlatego podzielę się na tym blogu swoimi przemyśleniami z budowania relacji czy radzeniem sobie ze stresem na rozmowie technicznej. Pojawi się temat pracy nad CV i przygotowania się do rozwiązywania zadań rekrutacyjnych. Będzie też trochę wpisów, które mogą się przydać samym rekruterom technicznym i pomóc im stworzyć pozytywną atmosferę w trakcie rozmów.

Podsumowanie

Podsumowanie

Rekruter jest w pozycji, z której może zdominować rekrutację w nieprzyjemny dla kandydata sposób. Nie znaczy to jednak, że robi to z premedytacją. Po prostu rekrutowanie innych to ciężka praca, zwłaszcza jeśli ktoś nie miał okazji przygotować się do tego wcześniej.

Patrząc zaś z drugiej strony rekrutacyjnego stołu wiedza kandydata nie jest jedynym kryterium, które daje mu pracę. Na wynik rekrutacji wpływa też szereg innych czynników, w które wliczają się gorsze dni, niechęć rekrutera czy najzwyklejszy stres. Co ważne, wszystkie te powiązane zagadnienia są do przepracowania. Niektóre da się zmienić, a z pozostałymi można nauczyć się sobie radzić.

Będę tutaj poruszał tematy pomagające i rekrutowanym i rekrutującym lepiej sobie poradzić z tym wszystkim. By kandydaci mogli rozpocząć pracę w super firmach i by firmy mogły zatrudnić najlepszych kandydatów.

Ten blog jest dla Ciebie. Jeżeli są jakieś tematy o których chcesz przeczytać, to podziel się nimi w komentarzach. Pisząc czego potrzebujesz pomożesz mi pomóc sobie. Dziękuję za Twój czas.

2 komentarze do wpisu „Rekrutacja czy dominacja?”

  1. Przyznam, że rozmowy rekrutacyjne to jedna z cięższych „gier” społecznych rozgrywana między ludźmi; faktycznie dobra rozmowa rekrutacyjna to prawdziwa sztuka – w mojej historii rekrutacji zdarzyło mi się spotkanie po którym wróciłem do domu zmęczony psychicznie jak po maturze, albo innych pierwszych życiowych egzaminach.

    A wyglądało to tak, że zostałem wciągnięty w wir pytań, które, czułem, że mają potwierdzić jakąś tezę względem mojej osoby, pytań które były jakąś „reprezentacją” świata rekrutera i w którą musiałem się wpisać. Etap techniczny ok, ale element „miękki” przypominał – totalną dominacje 😛

    Blogowi kibicuje, może gdyby moje podejście, jak pisałeś, nakierowało mnie na poznanie drugiej strony a nie „ostateczną ostateczność” potwierdzająca wizje mnie samego w swoich oczach to uniknąłbym niepotrzebnego stresu. To temat ważny, szczególnie w czasach kiedy pracę aktywni zawodowo zmieniają dość często i każda rekrutacja to spore wyzwanie 🙂

    Odpowiedz
    • Kojarzę trochę sytuacji, w których rekrutacja była prowadzona tak, że kiedy kandydat miał powiedzieć ile chce zarabiać to już średnie miał zdanie na temat swoich kompetencji i mógł sam zaproponować niższą stawkę. Smutne to jest i mam nadzieję, że swoim działaniem zminimalizuję liczbę „poszkodowanych” w takich sytuacjach. Przy tym wszystkim sam doświadczyłem kilku bardzo pozytywnych rekrutacji i cieszę się, że są ludzie, którym zależy, by zatrudnić dobrych pracowników, a nie by zatrudnić po prostu tanią siłę roboczą.

      Za kibicowanie dziękuję, mam nadzieję dostarczać treści na poziomie. 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz